Miasto - Tygodnik Koszaliński

Bycie ojcem jest trudne

 Michał Kuryło z synem :: Fot: Magda Pater

Rozmowa z Michałem Kuryło, tatą 9-letniego Konrada i 9-miesięcznego Mateusza

Czy kiedy dorastałeś zostanie tatą było jednym z twoich marzeń, celów? Dla większości kobiet jest oczywiste, że założą rodzinę. Jak to jest u mężczyzny?
– Bycie ojcem nie było bezpośrednim celem. Chciałem mieć fajnych przyjaciół, ciekawą pracę, dziewczynę, z którą z czasem stanąłbym na ślubnym kobiercu, a dom wyobrażałem sobie jako schronienie i nie stanowiło to dla mnie synonimu rodzinny. Mężczyzna do roli taty dojrzewa powoli i z każdym rokiem coraz bardziej pragnie mieć dzieci.

Kiedy pierwszy raz poczułeś, że faktycznie jesteś tatą?
– Wspólnie z żoną uczestniczyłem w zajęciach szkoły rodzenia, byłem również na badaniach USG i widziałem wierzgające nóżki synka, ale ojcem poczułem się znacznie wcześniej, gdy żona, nic nie mówiąc, lecz dając mi w prezencie buciki dla niemowląt, przekazała mi informację, że jest w ciąży.

Czy mężczyźnie trudniej przyzwyczaić się do roli taty niż kobiecie do roli mamy, bo ona ma na to okres ciąży?
– Przygotowanie się do roli ojca przypomina mi trochę przygotowanie się aktora do roli filmowej. Tak jak aktor czyta scenariusz, tak ja czytałem poradniki. Tak jak aktor przygotowuje się do realizacji scen, tak ja uczyłem się jak zmieniać pieluchę czy myć noworodka. Uważam, że mężczyzna, mimo że nie nosi ciąży, to towarzyszy żonie w tej emocjonującej podróży i podobnie jak ona stresuje się i oczekuje z obawą, ale i ekscytacją na nowy rozdział w ich życiu.

Czy pamiętasz swoje pierwsze emocje, myśli po urodzeniu się waszego pierwszego dziecka, Konrada? Czy więcej było obaw, jak sobie poradzisz w roli taty, czy więcej radości, szczęścia?
– To były radość i totalny błogostan. Pierwsze dni to szczęście, niczym wygranie „szóstki” w totolotka. Dodam, że na podtrzymanie stanu euforii pomaga mężczyznom to, że żona z dzieckiem są jeszcze w szpitalu i dopiero po kilku dniach zaczyna się prawdziwy rollercoaster.

Jak wyglądały twoje pierwsze dni jako taty? Miałeś określone obowiązki, czy po prostu robiłeś wiele czynności wspólnie z żoną? Co ci sprawiało najwięcej trudności, a co najwięcej przyjemności?
– Od początku wspólnie się wspieraliśmy i wykonywaliśmy na zmianę lub razem obowiązki. Pierwsze skrzypce grała żona, a ja ją uzupełniałem. Najwięcej trudności sprawia mi silny płacz dziecka, który powoduje, że włącza się u mężczyzn reakcja „walcz albo uciekaj”. Na szczęście, zawsze walczyłem, choć nie zawsze tę walkę wygrywałem i bez wsparcia małżonki było trudno. Największa przyjemność to uśmiech, ale oczywiście nie noworodka, ale mojej żony, której mogłem pomóc w tych trudnych chwilach.

Mówi się, że kobieta odsuwa ojca od zajmowania się dzieckiem, bo uważa, że ona sobie lepiej z tym poradzi. Czy w twoim wypadku tak było?
– Myślę, że są mamy, które uważają, że zrobią wszystko lepiej i tak faktycznie jest. Mamy są po prostu niezastąpione. Jednak warto nas, ojców, angażować i zachęcać do pomocy, bo w tych wyczerpujących dla mam chwilach przyda się każda para rąk. Cieszę się, że zarówno przy Konradzie, jak i przy Mateuszu miałem szansę uczestniczyć we wszystkich czynnościach dotyczących pielęgnacji i opieki.

Po kilku latach zostaliście rodzicami po raz drugi i znowu macie synka. Czy przygotowując się do narodzin Mateusza czułeś się pewniejszy jako ojciec, bo wiedziałeś, co cię czeka?
– Przy drugim dziecku nie przygotowywałem się już do roli ojca. Byłem spokojniejszy i pewny siebie – trochę jak z jazdą na rowerze, wiedząc, że się tego nie zapomni. Czas, który pozostał do narodzin Mateusza, poświęciłem na kontakt z drugim synem tak, żeby wynagrodzić mu mniej uwagi z mojej strony, gdy urodzi się młodszy brat.

Czym według ciebie różni się miłość ojcowska od matczynej? Co ojciec daje dzieciom? Czy mając synów jest łatwiej, bo wiesz, jak się z nimi porozumieć, jak postrzegają świat?
– Wydaje mi się, że miłość matczyna jest bezwarunkowa, niczego nieoczekująca w zamian i stanowi najsilniejszą siłę. Mężczyzna, żeby kochał, musi się zaangażować, zobaczyć, być blisko dziecka tak, żeby uwierzył, że to cud i wtedy rodzi się u niego miłość. Moim zdaniem mama kocha dziecko już wtedy, kiedy jest w jej brzuchu, a mężczyzna do prawdziwej miłości musi dojrzeć i potrzebuje trochę czasu. Nie ukrywam, że posiadanie synów jest łatwe, bo mając swoje doświadczenia z dzieciństwa wiem, jaką drogą prowadzić chłopców, w co się z nimi bawić, nie musząc angażować się z mojej strony w coś, co jest zarezerwowane dla dziewczyn i gdzie bym musiał totalnie improwizować.

Czy ojcowie w swoim gronie wymieniają się doświadczeniami w wychowaniu dzieci? Czy szukają wsparcia w przypadku jakichś problemów wychowawczych?
– Z moich doświadczeń wynika, że ojcowie w swoim gronie nie wymieniają się informacjami i wskazówkami, jak wychować dziecko. Bardziej lapidarnie przekazują informacje – czy dziecko jest zdrowe, ile waży i czy śpi cale noce. Każdy tata doświadczenia nabiera z czasem, bo każde dziecko jest inne i nie ma jednego idealnego wzoru na wychowanie dziecka, do każdej sprawy trzeba podejść indywidualnie.

Czy jest coś, co chcesz przekazać swoim dzieciom, jakieś konkretne wartości?
– Chciałbym, żeby moje dzieci były uczciwe, wrażliwe i szanowały innych. Może to dziwne, ale lubię, kiedy starszy syn odnośni również porażki, bo to hartuje charakter, a poprawiona w szkole „dwója” na „szóstkę” smakuje wyjątkowo. Idealnie by było, gdyby dzieci nauczyły się jeszcze cierpliwości i asertywności, ale na te cechy jest jeszcze za wcześnie.

W jaki sposób najchętniej spędzasz czas z synkami? Co lubisz robić ze starszym, a co z młodszym?
– Konrad gra ze mną w piłkę, jeździ na rowerze. Poza tym, ganiamy się po lesie, gramy w gry planszowe, rzutki, szachy, a w ramach tężyzny fizycznej – siłownia, oczywiście dopasowana do wieku. Dziewięciomiesięczny Mateusz jest wesołym obserwatorem naszych poczynań, co jest na pewno dla niego niezwykle rozwijające.

Czy jako tata wzorujesz się na swoim tacie?
– Mój ojciec zawsze miał dla mnie i mojego brata czas, dlatego dużo kadrów z młodości wypełniają mi wspólne chwile z moim tatą. Uważam, że żadna gra komputerowa czy zabawka nie zastąpi rodzica, więc staram się dzieciom dać to, co najtrudniejsze w dzisiejszych czasach, czyli czas. Jest to nie tyle cecha mojego taty, na której się wzoruję, ale ważna umiejętność.

Czy bycie tatą to trudne zadanie, duża odpowiedzialność?
– Bycie ojcem jest bardzo odpowiedzialne. Od pierwszych chwil dziecka ich bezpieczeństwo jest w twoich rękach. Kiedy już trochę podrosną, to powinieneś zawsze postępować zgodnie z zasadami, które im przekazujesz, bo inaczej one zaobserwują, że jest coś nie tak i poczują się oszukane. Poza tym, myślę, że bycie dobrym ojcem jest trudniejsze niż bycie prezydentem, bo mamy do czynienia z elektoratem nietuzinkowym, czasami szalonym i bezkompromisowym.

Czy twoim zdaniem Dzień Ojca jest mniej hucznie obchodzony niż Dzień Matki? Czy ojcowie są w obecnych czasach właściwie doceniani?
– Uważam, że ojcowie nie oczekują hucznego obchodzenia Dnia Ojca. Wiemy, że najważniejsze są mamy i to one zasługują na szczere oklaski. Choć w gruncie rzeczy, gdyby ojcowie mieli przyznany w ramach Dnia Ojca jeden wolny wieczór na wyjście z kolegami do pubu, to bym się nie obraził.

Czego byś życzył sobie i innym tatom z okazji waszego święta?
– Życzyłbym wszystkim tatom, aby mieli jak najwięcej czasu dla swoich pociech, bo one, ciesząc się z naszej obecności, odwdzięczą się nam dużą miłością.

Rozmawiała Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Bycie ojcem jest trudne