Miasto - Tygodnik Koszaliński

Kłopoty z developerem

 Archiwum :: Fot: Magda Pater

Dziś marzeniem chyba każdej młodej pary jest posiadanie własnego mieszkania lub domu, w którym można planować dalej wspólną przyszłość, zakładać rodzinę. Marzenie takie miał mieszkaniec Koszalina pan Marcin, który razem ze swoją narzeczoną Michaliną, chciał kupić dom. Jednak życie pisze różne scenariusze i pojawiła się w Polsce epidemia koronawirusa. Banki odmówiły im udzielenia kredytu, a jakby tego było mało developer nie chce zwrócić parze wpłaconej już zaliczki wynoszącej 20 tysięcy złotych. Jak to możliwe?

Pan Marcin jest miłym i pogodnym młodym człowiekiem, prowadzi razem z narzeczoną własną działalność gospodarczą – salę zabaw dla dzieci. Postanowili pomyśleć o kupnie domu, zaczęli więc od wyszukania oferty. Wybór padł na domy stawiane przez firmę ANBUD. - Razem z narzeczoną znaleźliśmy na stronie internetowej ogłoszenie dotyczące sprzedaży domków mieszczących się przy ulicy Jałowcowej. Skontaktowaliśmy się z pośrednikiem, firmą Ever Nieruchomości, który po naszej decyzji chęci zakupu umówił nas na podpisanie umowy rezerwacyjnej - opowiada pan Marcin. Podpisanie umowy miało miejsce pod koniec ubiegłego roku i odbyło się w koszalińskim biurze nieruchomości Twój dom. Dlaczego tam? Ponieważ oferta była umieszczona w tak zwanym systemie otwartym, a właśnie to biuro nieruchomości pośredniczy w sprzedaży domów firmy ANBUD. - Na podpisaniu umowy zjawiłem się razem z narzeczoną i pracownikiem agencji Ever Nieruchomości. Po stronie sprzedających obecni byli pani prokurent z firmy ANBUD oraz przedstawiciel biura Nieruchomości Twój Dom, który przygotował umowę rezerwacyjną. Zapoznając się z jej treścią, na naszą prośbę został dołączony zapis: "Strony postanawiają, że w przypadku otrzymania 3 odmownych decyzji z 3 różnych banków umowa zostanie rozwiązana za porozumieniem stron. W takim przypadku kwota rezerwująca zostanie zwrócona rezerwującemu po wcześniejszym okazaniu decyzji odmownych" - opowiada pan Marcin. Umowa, dość prymitywnie sporządzona, jeśli chodzi o zapisy prawne, gwarantowała czas rezerwacji nieruchomości do dnia 30 kwietnia 2020 roku.

Niezwłocznie po podpisaniu umowy młodzi ludzie przelali 20 tysięcy złotych na konto firmy ANBUD, otrzymując fakturę jako dowód wpłaty. Następnie para udała się do firmy Open Finanse (świadczącej usługi pośrednictwa finansowego), aby uzyskać pomoc i doradztwo w wyborze najlepszej decyzji kredytowej. Tam pan Marcin i pani Michalina przedstawili umowę rezerwacyjną z zastrzeżeniem, że zgodnie z umową muszą starać się o kredyt w trzech różnych bankach. Po analizie, doradca kredytowy zaproponował bank ING, Millenium i PKO. – Byliśmy w stałym kontakcie z panią prokurent z firmy ANBUD w Koszalinie, na bieżąco spełnialiśmy też wszystkie formalności, o których informował nas nasz doradca kredytowy - opowiadają młodzi ludzie. Jako pierwszy odpowiedział Bank ING, wydając wstępną pozytywną decyzję udzielenia kredytu. Będąc dobrej myśli, para zleciła wykonanie operatu wyceny nieruchomości przez rzeczoznawcę, zaczęła też umawiać firmy budowlane do przeprowadzenia prac wykończeniowych domu.

Niestety, w trakcie oczekiwania na ostateczną decyzję kredytową w Polsce wybuchła epidemia COVID-19. Gdyby nie epidemia koronawirusa, młodzi ludzie z pewnością otrzymaliby pozytywną decyzję kredytową, ale w obecnej sytuacji stali się jako osoby pracujące "na własny rachunek" mało wiarygodnym kredytobiorcą. Niestety, ING i dwa wspomniane pozostałe banki odmówiły parze udzielenia kredytu. - Dowiedzieliśmy się, że decyzje te są spowodowane zaistniałą sytuacją w kraju w związku z epidemią - tłumaczy pan Marcin. – E-mail z decyzjami odmownymi banków przesłaliśmy do Ever Nieruchomości, a stamtąd przekazano wiadomość do agencji Twój Dom. Czas mijał. Po trzech tygodniach od otrzymania odmownych decyzji, wobec braku reakcji ze strony developera – firmy ANBUD, para zaczęła podejrzewać, że są problemy ze zwrotem wpłaconej zaliczki.

Gdzie są pieniądze?
– Zaczęliśmy przypuszczać, że ANBUD prawdopodobnie nie chce oddać należnych nam pieniędzy. Agencje nieruchomości zaangażowane w sprawę nie za bardzo mogły pomóc, gdyż umowa dotyczyła mnie, narzeczonej i firmy ANBUD, poradzono nam jednak, abyśmy próbowali się z prokurentem firmy ANBUD skontaktować osobiście. I tak zrobiliśmy. Przy próbie pierwszego kontaktu telefonicznego, sympatyczna dotychczas pani prokurent stwierdziła oschle, że jestem chyba niepoważny i się rozłączyła. Po próbie ponownego kontaktu telefonicznego nie odbierała telefonu – mówi pan Marcin. Poszkodowani udali się do radcy prawnego, który napisał porozumienie ugodowe. Zostało ono wysłane listem poleconym. Do dnia dzisiejszego nie otrzymali odpowiedzi z firmy ANBUD. Następnym krokiem było wysłanie wezwania do zapłaty, na które developer także nie odpowiedział. – Próbowaliśmy rozwiązać sprawę polubownie. W międzyczasie udało nam się dodzwonić do pani prokurent i umówić spotkanie. Niestety, na dzień przed spotkaniem, gdy zadzwoniłem, aby je potwierdzić, powiedziała, że się z nami nie spotka. Spytałem, dlaczego nie odpowiada na pisma. Usłyszałem, że my mamy prawo pisma wysyłać, a ona ma prawo nie odpowiadać. Wszelkie rozmowy telefoniczne sprowadzały się do tego, że pani prokurent oskarżała nas o zaistniałą sytuację i krętactwo, co jest całkowitą nieprawdą - wyjaśnia pan Marcin. - W związku z brakiem chęci porozumienia ze strony firmy ANBUD, nasz radca prawny jest w trakcie zakładania sprawy sądowej.

Nawet jeśli Marcinowi i Michalinie uda się wygrać w sądzie, nie oznacza to, że prędko ujrzą swoje pieniądze. Sprawą zainteresował się miejski rzecznik konsumentów w Koszalinie, który w toku korespondencji z pokrzywdzoną parą stwierdził że: "w takim wypadku opłata rezerwacyjna powinna być zwrócona, a dodatkowo w pozwie można podnosić abuzywność postanowień par. 6 Umowy". Tak zwane klauzule abuzywne w umowie są określane przez zapisy kodeksu cywilnego. To niedozwolone postanowienia umowne, zdefiniowane jako postanowienia umowy zawieranej z konsumentem, nie uzgodnione indywidualnie i niewiążące go w sytuacji, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy.

A jak do tej przykrej sprawy odnosi się druga strona? Próba kontaktu z prokurentem firmy ANBUD nie przyniosła rezultatu. Nasza prośba o ustosunkowanie się do zarzutów drogą elektroniczną pozostała bez odpowiedzi. W internecie niewiele można znaleźć informacji o samym developerze. Brak strony internetowej czy oferty inwestycyjnej. Wiadomo tylko, że to młoda firma budowlana, zarejestrowana w styczniu ubiegłego roku, zajmująca się wznoszeniem budynków. W chwili obecnej ANBUD w Koszalinie nadal sprzedaje następny etap inwestycji Osiedle Dębowe na ulicy Jałowcowej. Oferty można znaleźć na stronach agencji nieruchomości i portalach branżowych.

Praktyki developerów
Czy problemy ze zwrotem wpłaconej już zaliczki to częste zjawisko wśród koszalińskich developerów? Okazuje się, że nie. – Nasza firma sprzedaje mieszkania zgodnie z ustawą deweloperską. Opłata rezerwacyjna, która jest pobierana od klientów zgodnie z zapisami w ustawie i umowie rezerwacyjnej, jest zwracana w całości klientom rezygnującym z umowy, chyba że były poniesione jakieś udokumentowane koszty oraz w przypadku, gdy była podpisana umowa deweloperska u notariusza. Wtedy wchodzą w rachubę koszty notariusza i koszty związane z założeniem księgi wieczystej i ewentualne wykreślenie zapisów z księgi wieczystej. W naszym przypadku, w zasadzie dochodzi do rezygnacji klientów przed podpisaniem umowy deweloperskiej u notariusza, tak więc dokonujemy zwrotu całej kwoty rezerwacyjnej - wyjaśnia Ewa Szabelska z firmy Lechbud, znanego koszalińskiego developera. Piotr Flens z firmy PBO Flens z kolei dodaje: – Nie miałem nigdy takiej sytuacji przed tak zwaną ustawą deweloperską ani po jej wprowadzeniu.

Niestety, w Polsce zdarzały się przykre incydenty związane z tym, że developerzy z premedytacją pobierali zaliczki, których nie planowali zwracać. Na przykład podczas budowy jednej z kamienic na warszawskiej Pradze, gdzie prawie 30 osób zainwestowało w 2017 roku w mieszkania przy ulicy Stalowej. Jak łatwo się domyślić, stracili oni swoje pieniądze. Pani Paulina z Niepołomic pod Krakowem chciała kupić dom u dewelopera. Podpisała umowę, wpłaciła 30 tys. zł zaliczki i dopiero wtedy dowiedziała się, że deweloper nie ma praw do działki, na której miał być budowany dom.

Ponieważ nie wiadomo, czy deweloper, który sprzedaje nam wymarzony kąt na resztę życia, jest uczciwy, czy też jego reputacja może budzić wątpliwość, warto zawsze prześwietlić dokładnie dane dewelopera. Jak? Choćby zasięgnąć opinii prawnej dotyczącej umowy, porozmawiać z osobami, które nabywały już od niego mieszkania i dowiedzieć się, jak przebiegał proces budowy w poprzednich inwestycjach. Wtedy powinniśmy uniknąć kłopotów.

Tomasz Wojciechowski

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Kłopoty z developerem