• Kategoria: News
  • Odsłony: 1245

Czad – cichy zabójca

Co roku odbiera życie co najmniej kilkunastu osobom, choć można by było tego uniknąć. Mówi się o nim „cichy zabójca”, ponieważ jest bezwonny i bezbarwny, a objawy zatrucia można łatwo zbagatelizować. Tlenek węgla – wróg, o którym bardzo często zapominamy, a który jest niedocenionym wrogiem. O tym, jak uniknąć zatruć tlenkiem węgla opowie Tomasz Molesztak, ratownik medyczny i strażak.

W jakich okolicznościach powstaje tlenek węgla, czyli powszechnie znany jako czad?
– Tlenek węgla powstaje w każdym procesie spalania, ale w takiej atmosferze, która jest uboga w tlen, czyli tworzy się na skutek niepełnego spalania wszystkich paliw, m.in. gazu, węgla, drewna, ropy, oleju, benzyny, które spowodowane jest niedostateczną ilością tlenu niezbędnego do pełnego spalenia paliw. Takim przykładem, gdzie może dojść do pojawienia się tlenku węgla, jest oczywiście mieszkanie, w którym znajduje się np. junkers albo kuchenka gazowa. Niestety, bardzo często w okresie jesienno-zimowym mieszkańcy zasłaniają np. gazetą wentylację albo w ogóle nie wietrzą mieszkań, przez co mamy do czynienia z niesprawną i nieprawidłową wentylacją mieszkania. To z kolei doprowadza do nadmiernego nagromadzenia się tlenku węgla w pomieszczeniu, dlatego tak bardzo istotne jest, aby w domu utrzymać odpowiednią cyrkulację powietrza. Bardzo ważne jest regularne wietrzenie, otwieranie okien, zwłaszcza w miejscach, w których znajdują się urządzenia grzewcze. Pomoże to pozbyć się zanieczyszczeń, doprowadzając tlen do pomieszczenia oraz usprawni to nagrzewanie pomieszczeń.

W jakiego rodzaju budownictwie możemy się najczęściej spotkać z zagrożeniem ze strony tlenku węgla?
– Statystycznie do zatrucia czadem najczęściej dochodzi w łazience. Wykorzystywane do podgrzewania ciepłej wody piecyki gazowe tzw. junkersy do całkowitego spalenia gazu potrzebują dużej ilości powietrza, którego swobodny dopływ w zazwyczaj małej i zamkniętej łazience jest utrudniony. Więc mogłoby się wydawać, że częściej do zatruć dochodzi w blokach, takich z lat 70. i 80., bo to właśnie w takich mieszkaniach bardzo często występują tzw. junkersy. Choć tak jak wspomniałem, nawet mając kuchenkę gazową jesteśmy narażeni na zatrucie czadem. Co ciekawe, nawet mając kominek, powinniśmy zakupić czujnik tlenku węgla.

Czy zatem tlenek węgla jest przez nas wyczuwalny?
– Niestety nie. Mówi się o nim „cichy zabójca”, ponieważ jest bezwonny i bezbarwny. Około dwóch tygodni temu moi znajomi ratownicy dostali wezwanie do kobiety w średnim wieku, która zemdlała w mieszkaniu. Zaalarmował mąż. Podczas rozmowy zapytano, czy jest jakiś piecyk gazowy w mieszkaniu, ponieważ ze względu na porę roku podejrzewano zatrucie tlenkiem węgla. Mąż zgodnie z prawdą odpowiedział, że w mieszkaniu nie posiadają żadnego junkersa. Ratownicy weszli więc normalnie do mieszkania poszkodowanej i kilka chwil później sami musieli być hospitalizowani. Co się okazało? W mieszkaniu faktycznie nie było żadnego junkersa, ale była kuchenka gazowa, z której wydobywał się tlenek węgla. Na szczęście po hospitalizacji wszyscy wrócili do zdrowia. Ale opowiadam tę historię, by pokazać, jak niebezpieczny jest to przeciwnik. Tlenek węgla bardzo szybko atakuje organizm, niszcząc organy wewnętrzne. Poważne zatrucie prowadzi nawet do śmierci. Wraz z tlenem dostaje się do krwiobiegu, doprowadzając do niedotlenienia tkanek. Niewielkie zatrucie tlenkiem węgla ma podobne objawy do grypy, z którą często jest to mylone. Pojawiają się łagodne bóle głowy, ogólne osłabienie, nudności, złe samopoczucie. Przy średnim stopniu ból głowy jest już silny, akcja serca przyśpiesza, przyspiesza również tętno, czujemy się bardzo źle, towarzyszą temu wymioty i poczucie zagubienia. Jeżeli tlenek węgla zaatakował organizm w wysokim stopniu, człowiek traci przytomność, pojawiają się drgawki, zatrzymanie oddechu i akcji serca, które ostatecznie doprowadzają do śmierci. Duże stężenie czadu jest w stanie zabić człowieka w ciągu kilku minut.

Zastanawia mnie, dlaczego ludzie nadal nie inwestują w czujniki tlenku węgla, które mogą ich uchronić przed poważnym zatruciem. Przecież taki czujnik kosztuje ok. 200 zł, a może uchronić nas nawet od śmierci. Jak pan myśli, co jest tego przyczyną?
– Ostatnio sam się nad tym zastanawiałem i muszę szczerze powiedzieć, że nie wiem. Z jednej strony, szczególnie właśnie w tym okresie zimowym, sporo się o tym mówi, ale być może nadal niewystarczająco. Jakiś czas temu na swój profil facebookowy wrzuciłem zdjęcie jednego z tych ratowników, o których mówiłem. Był on w takiej specjalnej maseczce, która dostarczała mu tlen. Wówczas alarmowałem do moich znajomych, by czym prędzej zakupili czujniki tlenku węgla. Odezwała się znajoma, bardzo inteligentna, która napisała, że ma kominek i tym postem zachęciłem ją do zakupu czujnika. Mogłoby się wydawać, że mądra kobieta, będzie świadoma zagrożenia wynikającego ze spalania w kominku, jednak tu zaskoczenie, nie miała ona takiego czujnika, mimo że posiadała kominek. Stąd też odpowiadając na pytanie, myślę, że ludzie nie mają świadomości, jakie zagrożenie niesie ze sobą zatrucie tlenkiem węgla. Co więcej, nie zdają sobie sprawy, że ten bezbarwny i bezwonny gaz, może ich w konsekwencji zabić.

Być może liczymy na tzw. cud, że u nas się to nie zdarzy. Czy często interweniujecie do zatruć tlenkiem węgla?
– Na szczęście zauważyliśmy, jako ratownicy medyczni, tendencję spadkową, jeśli chodzi o liczbę interwencji, osób śmiertelnych i poszkodowanych. Jednak nadal jest to statystycznie kilkanaście, kilkadziesiąt (w zależności od sezonu) osób, które dałoby się uchronić od śmierci czy zatruć tlenkiem węgla. Dlatego apeluję, po raz kolejny, aby nie zastanawiać się i kupić czujnik tlenku węgla, który naprawdę może uchronić nasze życie i zdrowie. Posiadanie czujnika powinno być priorytetem każdego domownika, u którego występuje ryzyko emisji tlenku węgla. Co prawda nie uchroni nas od powstania, lecz informacja o jego obecności może uratować nam życie. Oprócz montażu powinniśmy również utrzymywać odpowiedni stan urządzeń grzewczych, wentylacji oraz co najmniej raz w roku zlecić kontrolę i czyszczenie przewodów kominowych.

Kiedy u nas w mieszkaniu dojdzie do rozprzestrzenienia się tlenku węgla, to czy nasi sąsiedzi są również zagrożeni?
– Tak. Od razu, jeśli tylko zauważymy, że do sąsiadów zostało wezwane pogotowie, to natychmiast powinniśmy wynieść się z naszego mieszkania. Podkreślam, natychmiast. Nie ma w tym momencie czasu na zabranie swoich dóbr materialnych czy wiązanie butów. Czym prędzej powinniśmy się ewakuować na zewnątrz i poczekać na dalsze decyzje ratownika czy strażaka. Nie raz zdarzało mi się, że sąsiedzi zbagatelizowali moje wezwania, że powinni się ewakuować. A przypomnę, długie przebywanie w pomieszczeniu, w którym rozprzestrzenia się tlenek węgla, może grozić utratą zdrowia, a w najgorszym przypadku nawet utratą życia. Czas jest tu bardzo istotny, ponieważ nie wiemy, jak długo ulatniał się czad u sąsiadów, a tak jak wspomniałem wcześniej, tlenek węgla działa bardzo szybko i w naprawdę krótkim czasie może nam odebrać nasz najcenniejszy dar. Tlenek węgla wiąże się z hemoglobiną 250 razy łatwiej niż tlen. W warunkach prawidłowych hemoglobina przyłącza tlen, który organizm pobiera podczas oddychania i z płuc przenosi go to tkanek. Tlenek węgla uniemożliwia ten proces i zamiast tlenu, hemoglobina transportuje właśnie go. Wskutek wiązania się tlenku węgla z hemoglobiną powstaje karboksyhemoglobina, która jest niezdolna do przenoszenia tlenu, co prowadzi do niedotlenienia tkanek, a także z tzw. oksydazą cytochromową, co prowadzi m.in. do powstawania niekorzystnych wolnych rodników i uszkodzenia struktur błonowych komórek. Dawka śmiertelna zależy od stężenia czadu w powietrzu wdychanym, czasu narażenia i aktywności oddechowej (pobieranie trucizny). Zagrożenie dla życia stanowi stężenie 1000 ppm, stężenie 1500 ppm szybko powoduje zgon.

Wspomniał pan wcześniej o kupnie czujnika tlenku węgla, jak jeszcze możemy uniknąć zatrucia tym gazem?
– Odpowiednia wentylacja jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo, dlatego też powinniśmy kontrolować na bieżąco, czy na pewno wszystkie drogi wentylacyjne są udrożnione. Co więcej nigdy nie zakrywajmy kratek wentylacyjnych w naszych mieszkaniach. Nie zapominajmy również o regularnym wietrzeniu naszych pomieszczeń – świeże powietrze nie tylko dotleni organizm, ale również pozbędzie się niepożądanych gazów, w tym tlenku węgla. Ponadto należy regularnie sprawdzać stan kominów, junkersów, czy kuchenek gazowych. Działania prewencyjne zapobiegną nieprawidłowej pracy urządzeń grzewczych oraz kanałów spalinowych i wentylacyjnych.
Niestety, żadne z tych działań nie da nam gwarancji, że tlenek węgla nie zagrozi naszemu zdrowiu oraz życiu. Zagwarantuje nam to czujnik tlenku węgla. Zadaniem takiego urządzenia jest ciągłe sprawdzanie stanu powietrza i alarmowanie w przypadku wykrycia czadu. Należy jednak pamiętać, że tylko wysokiej jakości urządzenie zapewni bezpieczeństwo na najwyższym poziomie. Warto jest wyposażyć dom w detektor tlenku węgla, gdyż sami nie jesteśmy w stanie wychwycić zagrożenia. Takie małe i proste w obsłudze urządzenie wyposażone jest w specjalny sensor elektrochemiczny, który wykrywa tlenek węgla. Jest to bardzo niewielka inwestycja w bezpieczeństwo nasze i naszej rodziny.

W takim razie, jaki czujnik będzie najlepszy?
– Tak jak nie kupujemy leków na chińskich stronach, tak nie polecam kupować czujników przez te strony. Warto zwrócić uwagę na jakość kupowanego produktu. Aby mieć pewność, że kupujemy czujnik, który ostrzeże nas w odpowiednim momencie, należy wybrać urządzenie, które jest certyfikowane na zgodność z normą.

Rozmawiała Monika Kwaśniewska

Fot. Archiwum prywatne

 

 

 

 

 

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.