Miasto - Tygodnik Koszaliński

Drugie życie rzeczy

 Drugie życie rzeczy :: Fot: Magda Pater

Pozytywna moda na dawanie drugiego życia starym rzeczom, coraz lepiej przyjmuje się w Polsce. Czarne piątki, przeceny, promocje, obniżki cen. Producenci stają na głowach, żebyśmy wyrzucili rzeczy stare i kupili nowe, bez względu na to, czy rzeczywiście są nam potrzebne, czy nie. Niektórzy dają się na to nabrać, kupując piętnastą parę butów, kolejny telewizor czy ciuchy, których nigdy nie założą, a przy kolejnych porządkach wyrzucą na śmietnik.

Na szczęście są i tacy, którym leży na sercu dobro planety, dlatego starają się kupować rozsądnie i dbają o to, żeby produkować jak najmniej śmieci. Przekonują też do tego, żebyśmy nie krępowali się zabrać ze śmietnika rzeczy, które ktoś wyrzucił, a nam mogą się przydać. Niedawno aktorka Paulina Holtz pochwaliła się na Instagramie nową podłogą, ułożoną z kafelków zwanych gorsecikami: „Mam w mieszkaniu starą, przedwojenną, oryginalną, z 1937 roku podłogę, zwaną gorsecikami. Jakiś czas temu ktoś w naszej kamienicy robił remont i wywalił na śmietnik cztery worki tych kafelków. Abstrahując od tego, że stracił kupę kasy, bo mógł je sprzedać, jestem mega wdzięczna! Z wielkim trudem zaciągnęliśmy te wory do piwnicy, gdzie przeleżały kilka lat, a dziś zrobiliśmy z nimi porządek i na dniach zostaną ułożone w remontowanej łazience. Uwielbiam przedmioty z duszą, domy z historią i klimatem”. Internauci wyrazili swój zachwyt, bo pozytywna moda na dawanie drugiego życia starym rzeczom, coraz lepiej przyjmuje się w Polsce.

Telefon zadzwonił po 13 latach

 Michał Rauchfleisch :: Fot: Archiwum prywatne

Michał Rauchfleisch, mieszkaniec Domu Miłosierdzia i wolontariusz w Kawie z Duszą, w połowie listopada oddał część siebie małej Czeszce. Kontakt z Fundacji DKMS był dla niego wielkim zaskoczeniem, bo do bazy potencjalnych dawców szpiku i komórek macierzystych zgłosił się dawno temu.

Pan Michał do Koszalina przyjechał z Pruszcza Gdańskiego. Ma za sobą bardzo trudne doświadczenia. Kiedy miał 21 lat, urodziło się jego pierwsze dziecko. Niestety, przyszło na świat o wiele za wcześnie, w szóstym miesiącu ciąży, i lekarze nie zdołali go uratować. Strata dziecka spowodowała u pana Michała odejście od Boga i Kościoła.

Fajerwerkowy problem

 Fajerwerkowe szaleństwo :: Fot: Archiwum

W Polsce coraz więcej miast rezygnuje z sylwestrowych pokazów sztucznych ogni. Są to m.in. Toruń, Szczecin, Radom, Gdańsk, Sopot, Olsztyn, a nawet Warszawa. Czy oznacza to oszczędności w miejskiej kasie? Niekoniecznie. W wielu przypadkach zdecydowano się na alternatywę – iluminacje świetlne, fireshow czy pokazy laserów.

Dlaczego Polacy coraz częściej rezygnują pokazów sztucznych ogni? Wynika to z troski o zdrowie i bezpieczeństwo ludzi (przede wszystkim osób starszych i dzieci), a także zwierząt. Co istotne, fajerwerki zawierają m.in. substancje palne (np. fosfor, siarkę, azotany), utleniacze, sole metalu (dla uzyskania odpowiedniego koloru) oraz substancje detonacyjne i oświetleniowe. Ta mieszanka stanowi bardzo niebezpieczną substancję, która podczas spalania tworzy toksyczne związki chemiczne. Mają one negatywny wpływ nie tylko na żywe istoty, ale również zanieczyszczają na lata glebę i wodę.

Karp nasz wigilijny

Są stoły wigilijne, na których karpia nie uświadczysz i są takie, na których bez karpia ani rusz. Ciekawsze jest to, że ta ryba spożywana jest tylko w czasie świąt. Aż szkoda, bowiem jest nie tylko smaczna, daje szerokie pole do popisów kulinarnych, ale jest dobrym źródłem białka, nie karmiąc nas zbytnio kaloriami.

Karp (cyprinus carpio) występuje w formie dzikiej – to sazan uważany przez wędkarzy za rybę przebiegłą i waleczną. My jednak spotykamy się najczęściej z karpiem hodowlanym. Najwcześniej udomowili go Chińczycy (już w V w. p.n.e.). W Europie pierwsze wzmianki o potrawach z tej ryby pochodzą z roku 350 p.n.e. Hodowlę rozpoczęto w sztucznych stawach budowanych przy klasztorach. W XII w. była to już najważniejsza ryba hodowlana w majątkach klasztornych. Dziś występuje na całym świecie, ale w wielu krajach uważany jest za szkodnika i gatunek inwazyjny (USA, Australia).

Nie z drewna, ale z polimerów

 Replika :: Fot: Magda Pater

Najpierw 6 tygodni drukowania w trzech wymiarach XV-wiecznej rzeźby Matki Bożej z ciałem Jezusa na kolanach. Potem klejenie powstałych w ten sposób części posągu. Na koniec trwające 3 tygodnie szlifowanie i malowanie specjalną żywicą. Idealna kopia skrzatuskiej Piety, wykonana na Politechnice Koszalińskiej, trafiła do mieszkańców Domu Księży Emerytów w Kołobrzegu.

W Centrum Druku 3D, znajdującym się w kampusie uczelni przy ul. Śniadeckich 2, można oglądać i czaszkę dinozaura, i model ludzkiego serca. Są też przedmioty, o przeznaczeniu których wiedzą tylko ich twórcy.
Drukarki cyfrowe służyć mogą do wykonywania rzeczy i pięknych, i użytecznych. Dla starszych kapłanów, którzy z racji wieku nie mogą sobie pozwolić na podróż do odległego diecezjalnego sanktuarium, kopia rzeźby to bezcenny dar. Podobnie jak możliwość oglądania współczesnych wynalazków nauki i techniki.

Wyróżnienia na koniec jubileuszu

 Podsumowanie jubileuszu TPD :: Fot: Magda Pater

Towarzystwo Przyjaciół Dzieci kończy świętowanie stulecia działalności. To największe w kraju stowarzyszenie wspierające dzieci, młodzież i ich rodziców, współpracuje z wieloma instytucjami i organizacjami. Podczas zebrania plenarnego zarząd oddziału okręgowego wręczył statuetki i odznaki przedstawicielom kilku z nich.

TPD prowadzi ogniska wychowawcze, świetlice środowiskowe i przedszkola. Wciela w życie programy profilaktyczne i pomocowe. Organizuje konferencje, wydaje publikacje o wychowaniu i pomocy najmłodszym. Wspiera także rodziny. Członkowie organizacji podkreślają, że te działania nie byłyby możliwe bez innych instytucji czy stowarzyszeń.
– Zaprosiliśmy na nasze posiedzenie osoby i instytucje, które bardzo wspierają nasze działania i szczególnie zasłużyły się dzieciom – zaznacza Henryk Zabrocki, prezes Oddziału Okręgowego TPD w Koszalinie. Cieszymy się bardzo, że są to osoby różnych profesji i stanów. Wśród instytucji odznaczonych medalem stulecia TPD znalazła się Koszalińska Spółdzielnia Mieszkaniowa „Przylesie”.

Zbudowali wieże i je... zburzyli

 Próba wytrzymałości wieży :: Fot: Magda Pater

Uczniowie szkół budowlanych i studenci budownictwa z całej Polski po raz trzeci stawiali wieże z drewna i sztucznego tworzywa. Przyszli specjaliści od stawiania domów i mostów przyznają, że to dobra metoda sprawdzenia umiejętności konstruktorskich.

Konkurs Power Tower przygotowała Politechnika Koszalińska. Wystartowało w nim 18 studenckich i uczniowskich drużyn z Politechniki Śląskiej, Politechniki Koszalińskiej, Politechniki Łódzkiej, Politechniki Gdańskiej, Zespołu Szkół nr 7 w Koszalinie, Państwowych Szkół Budownictwa z Gdańska, Zespołu Szkół Technicznych ze Słupska, Zespołu Szkół Technicznych z Człuchowa, Zespołu Szkół Technicznych z Kartuz. Drużyny startowały pod różnymi nazwami takimi jak Cebulaki, Tołerowcy, Młodzi Tytani czy Siatkarczyki.

Miau, kocie wąsy i spółka

 Koty poszukują nowego domu :: Fot: Magda Pater

Są ludzie, którzy mają „skazę”. Taką, która nie pozwala im przejść obojętnie wobec cierpienia, niesprawiedliwości, choroby. Nic na to poradzić nie mogą, bo mają tak organicznie.

Lidka Fałdyga ma taką „skazę” od dziecka. Kiedy widziała krzywdę, nie umiała udawać, że jej nie ma, dlatego już w dzieciństwie znosiła do domu biedne, chore i niechciane zwierzaki. – Moi rodzice wiedzieli, że jestem inna. Na takie osoby jak ja, mówi się, że są nadwrażliwe. Ja uważam, że jestem połączona jakąś tajemną nicią z naturą, przyrodą. Czuję to bardzo wyraźnie. Kiedy widzę, że zwierzę boli, boli i mnie. Kiedy zwierzę jest głodne, ja jestem głodna. Kocham wszystkie zwierzaki, ale największe serce od zawsze miałam do kotów – mówi.

Spacer po magicznej górze

 Relikty na Górze Chełmskiej :: Fot: Archiwum

Góra Chełmska od wieków stanowiła miejsce zainteresowań koszalinian. Dawniej jako przestrzeń magiczna, pełna tajemnic, w czasach współczesnych jako idealny teren do rekreacji i wydarzeń kulturalnych. Nie mogłam więc nie skorzystać z okazji i wraz z grupą pasjonatów historii oraz Andrzejem Kuczkowskim, archeologiem i regionalistą z Muzeum w Koszalinie, wybrałam się na spacer na górę Chołm, jak powiedzieliby dawni Słowianie.

Spotkaliśmy się na parkingu i od razu nasz przewodnik kazał zachować czujność. Według legend, to w tym właśnie miejscu straszliwy diabeł pod postacią kozła czekał na przejeżdżających woźniców. Gdy ich spotkał, rzucał się na nich i dusił. A ich dusze wędrowały prosto do piekła. Minęliśmy pomnik ku czci powstańców listopadowych, którzy byli internowani na terenie Prus i pracowali przy budowie szosy. Dowiedzieliśmy się, że niegdyś, prawie naprzeciwko, znajdował się pomnik poświęcony dwóm członkom nazistowskiej organizacji paramilitarnej S.A., którzy polegli w 1932 podczas potyczki z bojówką komunistyczną.

Strona 2 z 1397

Oglądasz teraz: Start