Miasto - Tygodnik Koszaliński

Leworęczni – wynalazcy, odkrywcy, artyści...

 Archiwum :: Fot: Magda Pater

Są tacy sami, jaki inni? A może to inni są inni, a oni w normie? Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych przypada w Kalendarzu Świąt Nietypowych na 13 sierpnia. Na świecie obchodzony od 1992 r., w Polsce od 2006. Inicjatorami byli klienci sklepów dla leworęcznych w Wielkiej Brytanii. I jest to, jak do tej pory jedyny przejaw poczucia wspólnoty tej mniejszości w społeczeństwach.

Większość ludzi chętniej i łatwiej posługuje się prawą ręką (także nogą). Jednak 10-15% całej światowej populacji woli lewą rękę. Wśród nich przeważają kobiety. Największą liczbę osób leworęcznych znajdziemy wśród Eskimosów i Żydów (20%), najmniejszą w Chinach i Japonii (3%). To nic takiego? Po prostu piszą czy jedzą lewą ręką i tyle? Niestety, to nie jest takie proste.

Spacer ulicą Matejki. Kamienica z historią

 Ulica Matejki :: Fot: Magda Pater

Choć o Koszalin nie toczyły się w końcu II wojny światowej specjalnie zażarte boje – wydarzenia tuż po zdobyciu miasta obróciły centrum w ruiny. Nieco odleglejsze ulice i uliczki niekiedy w całości jednak ocalały, a na nich bardzo piękne i już dzisiaj zabytkowe budynki, świadczące o przeszłości miasta. Taką swoistą enklawą jest np. ulica Matejki w części od ul. Waryńskiego do Zwycięstwa – barwna, odnowiona i tworząca klimat starówki.

Wszystkie kamienice są już tam odnowione, lśnią barwami, boniowaniami i dekorowanymi gzymsami oraz ozdobami nadokiennymi. Wewnątrz bywa różnie, lokatorzy remontują mieszkania i nie zawsze zostawiają ślady przeszłości. Zaglądamy do kamienicy nr 2, jednej z ładniejszych w tej okolicy. Administratorem jest firma Zarządzanie Nieruchomościami kierowana przez Andrzeja Mundziela. – Wyremontowaliśmy dom bardzo solidnie – mówi pan Andrzej. – Zachowaliśmy ozdoby, a braki uzupełniliśmy, poprawiliśmy boniowania i baranki na elewacji, odrestaurowaliśmy balkony. Ta kamienica ma także kolor nawiązujący do oryginalnego. Długo wraz z konserwatorem szukaliśmy informacji na ten temat.

Duma, radość i szczęście

 Uroczyste otwarcie przedszkola :: Fot: Magda Pater

Takie uczucia przepełniały serce Henryka Zabrockiego, prezesa zarządu oddziału okręgowego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Koszalinie, co z właściwą sobie swadą podkreślał 29 lipca, podczas otwarcia kolejnego przedszkola, działającego pod auspicjami TPD. Zanim jednak tak się mogło stać – trzeba było pokonać wiele trudności, pracowicie zliczać środki, które uzyskano z różnych źródeł. I wszystko to połączyć w jeden, służący dzieciom, organizm.

Uroczystość otwarcia przedszkola rozpoczął występ dzieci, następnie licznie zebrani goście i mieszkańcy osiedla obejrzeli film zrealizowany przez Marcina Golika. Trudno było uwierzyć, że zapuszczony, ciemny lokal sklepowy zamienił się w jasne, wesołe, pełne ciepła wnętrza.

Kuczka – szczęśliwy ciąg dalszy

 Kuczka po remoncie :: Fot: Magda Pater

W maju ubiegłego roku pokazywaliśmy na łamach tygodnika ciekawostkę związaną z mało znaną częścią historii miasta. Była to kuczka, zbudowana na ścianie szczytowej kamienicy przy ul.Jana z Kolna 26.

Przypomnijmy, że ulica przed 1945 rokiem nazywała się Buchwald-Strasse, a kamienica nosiła numer 22. Zbudowano ją w 1905 roku, jako budynek mieszkalny. Czym jest kuczka i czemu służyła? Nie jest werandą czy balkonem. To szałas budowany w żydowskie święto Sukkot. Bo słowo to – po hebrajsku „sukka” – oznacza właśnie szałas lub namiot. Święto przypada na przełom września i października. Ma przypominać Żydom, w jakich warunkach mieszkali podczas ucieczki z Egiptu. Dach powinien być taki, by można było widzieć gwiazdy. Ale pora roku nie sprzyjała przestrzeganiu tych zasad, więc zostały nieco zmodyfikowane. W naszym klimacie to już czas dotkliwych chłodów i opadów. „Szałasy” budowano najczęściej z drewna i na tylnych elewacjach domów lub w podwórkach. Przypominały zabudowane balkony, loggie lub ganki, ale zawsze miały nad sobą nie sufit mieszkania, lecz niebo. Niektóre miały podnoszone dachy, by świętujący mógł rzeczywiście spędzać ten czas pod gołym niebem.

Empatia, uśmiech i oddanie

 Sympatyczne opiekunki z koszalińskiego DPS-u :: Fot: Magda Pater

Są miejsca, w których robi się dużo dobrego, a jednak nie wspomina się o nich zbyt często. Tu ważna jest empatia, cierpliwość i po prostu dobre serce do drugiego człowieka. Bo w domach pomocy społecznej ma być tak, jak w prawdziwych domach. I coraz częściej jest.

Domy pomocy społecznej spełniają niezmiernie ważną funkcję, zwłaszcza dziś, kiedy wzór wielopokoleniowej rodziny odchodzi w przeszłość. To tu wykwalifikowani pracownicy opiekują się osobami, którymi rodziny nie są w stanie zająć się w odpowiedni sposób. Pracownicy tych placówek obarczeni są wielką odpowiedzialnością za swoich podopiecznych. Dlatego właśnie opiekunem nie może zostać przypadkowa osoba. Kandydat na takie stanowisko powinien mieć odpowiednie cechy i kwalifikacje. Wymagane jest co najmniej wykształcenie średnie i ukończenie szkoły opiekuna medycznego, opiekuna w domu pomocy społecznej lub opiekuna czy asystenta osoby niepełnosprawnej. Potencjalny pracownik musi, poza nienaganną odpowiedzialnością, lubić ludzi i mieć do nich pozytywny stosunek. – Takie osoby powinny się wykazywać ogromną cierpliwością i zrozumieniem dla niepełnosprawności, dla osób w podeszłym wieku. Muszą mieć chęć niesienia pomocy, ale też merytoryczna strona jest bardzo ważna – mówi Grażyna Sienkiewicz, dyrektorka koszalińskiego Domu Pomocy Społecznej.

Eksperymentalne akrobacje dla pełnoletnich

 Adam Dobrzyński :: Fot: Archiwum

Adama Dobrzyńskiego poznałem, pracując w klubie Kreślarnia. Okoliczności naszego pierwszego spotkania były nietypowe, bo kiedy wszedłem za bar, by przywitać nowo zatrudnionego pracownika, ujrzałem lecącą w moją stronę butelkę. Jednak zanim zdążyłem rzucić tradycyjną w takich sytuacjach niecenzuralną wiązankę, Adaś z gracją sprzątnął w powietrzu szkło sprzed mojej przerażonej twarzy. Okazało się, że nie był to atak na moją osobę, a nowy po prostu ćwiczył swoje barmańsko-żonglerskie sztuczki. Muszę przyznać, że robiły wrażenie. I robią do dziś, i to nie tylko na mnie, bo Adama, jego koktajle i ekwilibrystykę z butelkami w roli głównej zna każdy bywalec większości koszalińskich lokali. Ale nie każdy wie, że bycie barmanem to tylko jedna z wielu pasji tego utalentowanego człowieka. I właśnie o tych pasjach postanowiłem z nim porozmawiać.

Każdy barman pamięta pierwszego drinka, jakiego wypił. Pamiętasz swojego?
– Jasne. Ale nie będę w tym momencie zbyt oryginalny, bo pamiętam, że był to zwykły, wiejski klasyk - czyli wódka z colą.

A pamiętasz, kiedy to było i ile miałeś lat?
– Na jednej z imprez ze znajomymi. Oficjalna wersja jest taka, że tego alkoholu spróbowałem po ukończeniu osiemnastu lat, a według tej nieoficjalnej było to dużo wcześniej (śmiech).

Pokolenie szklanych dzieci

 Szklane dzieci :: Fot: Magda Pater

Na temat uzależnienia od telefonów komórkowych, komputerów, ustawicznego „grania w gry” możemy czytać i słuchać od dawna. Czy ostrzeżenia psychologów i specjalistów od uzależnień coś dają? Nic.

Wciąż widzimy malutkie dzieci, zaledwie dwu-, trzyletnie, którym rodzice dają smartfon, by zająć ich uwagę podczas podróży (nawet autobusem po mieście) lub zakupów. Nie należy do rzadkości widok kilkuosobowej rodziny zajętej wpatrywaniem się w migający ekran. Przy czym każdy ma swój. Nie rozmawiają ze sobą, tylko z urządzeniem.

Postaw na wodę

 Szklanka wody :: Fot: Magda Pater

Woda jest niezbędnym elementem ludzkiego organizmu, bez którego nie może on prawidłowo funkcjonować. Stanowi około 60-70% masy ciała człowieka. Potrzebujemy jej szczególnie latem, gdy w wyniku wyższej temperatury wyparowuje ona przez skórę z naszego ciała.

Dorosły człowiek ma w sobie 42 litry wody, z czego 28 litrów to woda wewnątrzkomórkowa, a pozostałe 14 to woda pozakomórkowa. Jej zawartość zależy od płci, wieku czy zawartości tkanki tłuszczowej. Nie zmienia to jednak faktu, że woda jest człowiekowi niezwykle potrzebna do tego, aby jego ciało w pełni sprawnie funkcjonowało. Odpowiada ona za prawidłowy przebieg procesów metabolicznych, termoregulację, usuwanie ubocznych produktów przemiany materii oraz transport, rozpuszczanie i wchłanianie substancji odżywczych. Przeciętny człowiek potrzebuje odpowiedniej ilości płynów, czyli 30-35 ml/kg masy ciała, a spożycie wody nie powinno być niższe niż 1,5 litra na dzień. Jest wiele negatywnych skutków niedoboru wody w organizmie takich jak m.in. osłabienie, gorączka czy zawroty głowy.

Gotował dla króla Norwegii

 Krzysztof Zieliński :: Fot: Magda Pater

Krzysia Zielińskiego poznałem jakiś czas temu podczas jednego z koszalińskich koncertów. Szykował burgery w food trucku przy jednej z lokalnych sal koncertowych. Postanowiłem zaryzykować. Dobrym burgerem zaskoczyć mnie niełatwo, bo podczas kilkukrotnego pobytu w ojczyźnie tegoż na wskroś jankeskiego dania, skonsumowałem ich naprawdę sporo i były to „buły” lotów najwyższych. Ale burger od Krzyśka wyjątkowo pozytywnie mnie zaskoczył, bo w niczym im nie ustępował. W pierwszym momencie swoje „ochy i achy” przypisałem stanowi, w jakim znalazłem się po wypiciu kilku zimnych, bo wtedy wszystko smakuje lepiej. Spróbowałem go kilka dni później i... danie okazało się równie doskonałe. Zrozumiałem, że przygotował je człowiek, który wie, co robi i robi to z pasją. I właśnie o tej pasji postanowiłem z nim porozmawiać.

Pamietasz pierwsze danie, jakie ugotowałeś?
– Jasne. Tego się nie zapomina. Od dziecka miałem „film” na gotowanie. Największa zasługa w tym mamy i babci. Obie świetnie gotowały, a ja zawsze je podpatrywałem. Pierwszą potrawą, jaką zrobiłem, były pierogi z jagodami. Pamiętam, że miałem granatowe całe ręce i twarz (śmiech).

Strona 1 z 1409

Oglądasz teraz: Start