Miasto - Tygodnik Koszaliński

Zabawa na cześć budowniczego portu

 Studenci świętują podczas Dnia „Kwiatka” :: Fot: Magda Pater

O tym, że warto działać w organizacjach i że studiowanie nie oznacza tylko trudnej nauki, przekonywali żacy Politechniki Koszalińskiej podczas Dnia „Kwiatka”. Impreza miała miejsce przy kampusie uczelni przy ul. Kwiatkowskiego 6 e.

Przygotowały ją Samorządy Studenckie Wydziału Nauk Ekonomicznych i Humanistycznego. Oba mieszczą się przy ulicy, której patronem jest Eugeniusz Kwiatkowski, ekonomista, sanacyjny polityk, budowniczy portu w Gdyni i twórca Centralnego Okręgu Przemysłowego. Według historyków cechowały go głęboka wiedza, determinacja do pracy i patriotyzm. Przyczynił się do utrwalenia pozycji złotówki. Swoją własną walutę po okresie zaborów Polska wprowadziła dopiero w 1924 roku, dzięki reformie Władysława Grabskiego, chociaż plany w tej kwestii polski sejm miał już od 1919 roku.

Ognista rocznica zwycięstwa nad faszyzmem

 Symboliczne podpalenie pomnika :: Fot: Magda Pater

„Rota” i inne pieśni patriotyczne zabrzmiały 8 maja przy pomniku Płonące Ptaki autorstwa Władysława Hasiora. Już po raz drugi w tym miejscu koszalinianie uczcili zakończenie II wojny światowej w Europie.

Piknik patriotyczny „Płomienie Zwycięstwa 2019” zorganizowali Politechnika Koszalińska, Bałtyckie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Perun”, Archiwum Państwowe w Koszalinie, Hufiec Związku Harcerstwa Polskiego Ziemi Koszalińskiej, Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie i Urząd Miejski.

Barwy narodowe, czyli flaga państwowa

Flaga państwowa to jeden z symboli suwerenności państwa. Stosuje się terminy flaga narodowa i państwowa. Narodowa jest tam, gdzie pojęcie narodu utożsamia się z ogółem obywateli jednego państwa. Użycie drugiego terminu jest częstsze w państwach wielonarodowościowych.

Flagi mają najczęściej kształt prostokątny. Tylko Watykan i Szwajcaria mają flagę kwadratową, zaś Nepal z trzema szpicami. Choć w użyciu są podstawowe kolory – nie ma dwóch jednakowych flag, choć czasem różnią się tylko układem barw, jak Polski i Monako. Jak wygląda flaga narodowa określają ustawy zasadnicze (u nas konstytucja).

Dla bibliofilów zawodowych i amatorów

 Dla miłośników książek :: Fot: Magda Pater

Od 1995 roku 23 kwietnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Tego dnia swoje święto mają nie tylko księgarze i wydawcy, ale także pisarze i czytelnicy.

W średniowieczu przepisywaniem starożytnych dzieł i tworzeniem nowych zajmowali się zakonnicy, bo tylko oni mieli odpowiednie wykształcenie i przygotowanie. Każdy egzemplarz powstawał latami, ręcznie pisany i zdobiony, był więc niepowtarzalny. Wolumen był nie tylko duży i ciężki, ale i bardzo cenny. Bywało, że za jedną księgę można było nabyć przynajmniej jedną wieś. W dodatku umiejętności czytania i pisania uchodziły za niemal magiczne. Obecnie nabywa je każde dziecko, ale niestety, nie każde z nich korzysta.

Pamiętają o tragedii swego narodu

 Obchody rocznicy ludobójstwa Ormian :: Fot: Dorota Jóźków

– Gdybym nie znał kultury i historii mojego kraju, nie pamiętał o swoich przodkach, nie różniłbym się zbytnio od zwierzęcia – wyznaje Vahan Hakobyan, prezes Stowarzyszenia Ormiańskiego „Mer Hajrenik” im. abp. Józefa Teofila Teodorowicza. Razem z innymi rodzinami Ormian, mieszkającymi w naszym regionie, wspominali ofiary ludobójstwa sprzed ponad 100 lat. W latach 1915-1917 Turcy wymordowali 1,5 miliona Ormian.

Ormianie to starożytny naród. Już w IV w. przyjęli chrześcijaństwo, stając się pierwszym państwem chrześcijańskim. Przez wieki ich ojczyzna, Armenia, była pod okupacją różnych państw, w tym Turcji. Obecnie większość terenów dawnej Armenii należy do kraju rządzonego przez Recepa Tayyipa Erdogana. W ojczyźnie Vahana Hakobyana żyją 3 miliony ludzi, a 10 milionów poza jej granicami, w tym ok. 40 tysięcy w Polsce. Mało kto wie, że Ormianie przybyli do Polski ponad 650 lat temu. To dzięki nim król Kazimierz Wielki mógł zostawić Polskę murowaną, bo Ormianie dostarczali kamieni do budowy domów. Byli cenionymi kupcami i tłumaczami, bo znali wschodnie języki i szlaki dostarczania towarów. Pierwsza katedra, powstała we Lwowie w XIV w. i istniejąca do dzisiaj, należała do biskupa ormiańskiego. Aż do 1938 r. Lwów był stolicą diecezji ormiańskiej. Ormianie, jako naród kochający wolność, walczyli o nią po stronie Polaków w bitwie pod Grunwaldem, pod Wiedniem i w kolejnych ważnych starciach, także podczas II wojny światowej. To Ormianka, która straciła syna w wojnie i nie mogła znaleźć miejsca jego pochówku, poprosiła polskie władze o stworzenie Pomnika Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Kilka lat temu jej szczątki zostały z honorami pochowane na Powązkach. Ormianie działali też w polskim podziemiu antykomunistycznym. Ormanami są m.in. znany kucharz Robert Makłowicz i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Miasto na ośmiu calach

 Przejażdżka na hulajnodze elektrycznej :: Fot: Magda Pater

Do Koszalina często nowe trendy przychodzą z opóźnieniem. To, co w wielkich miastach jest codziennością, u nas pojawia się rok, dwa lata później. Cały świat zwariował na punkcie elektrycznych hulajnóg. U nas taki widok to na razie rzadkość. A jest to przyszłość miejskiej komunikacji.

Samochody są z pewnością znakomitym wynalazkiem, który zrewolucjonizował transport. Auta mają jednak swoje minusy. Przede wszystkim są to koszty paliwa. Obecne ceny na stacjach są najwyższe od kilku lat. Także zapowiadane hucznie samochody elektryczne są na razie mrzonką. W bogatej Norwegii rząd dopłaca do „elektryków” i już teraz jest ich więcej na ulicach niż pojazdów spaleniowych. U nas to na razie sfera marzeń. Mamy już wiosnę, więc temperatura poszybowała do 20 stopni Celsjusza. Nie każdy ma otwierany dach w samochodzie, więc nie poczuje wiatru we włosach. Kiedy nie odwozimy dzieci do szkoły i nie robimy wielkich zakupów, a do pracy mamy kilka kilometrów, pojawia się pytanie – po co samochód? Oczywiście, rozwiązaniem jest rower, ale wiele osób zwraca uwagę na to, że szybko się poci, co może może być niekomfortowe w biurze. Idealnym więc rozwiązaniem na wiosenne przemieszczanie się po mieście jest elektryczna hulajnoga.

Budynek wołający o pomoc

 Zapomniany budynek przy pl. Wolności :: Fot: Magda Pater

Kolejny zapomniany obiekt, który jest wątpliwa ozdobą centrum Koszalina, to rozłożysty budynek przy placu Wolności 4, nieopodal Poczty Głównej. Nasi czytelnicy zwracają uwagę, że stoi nieużytkowany od kilku, może nawet kilkunastu lat. I popada w ruinę.

Obiekt jest nakryty spadzistym, wysokim dachem, chyba blaszanym. Podczas ostatniego remontu przed wielu laty ściany zewnętrzne pomalowano na biało, a dach i ozdobne obramowania okien na zielono. Było pięknie. Dziś biel poszarzała, zielona farba się łuszczy, a cementowe ozdoby okien i parapety zewnętrzne odpadają całymi fragmentami, do gołych, czerwonych cegieł, na których widać ciągnącą od dołu wilgoć. Jak wygląda stolarka – nie wiadomo – wszystkie okna są zabite płytami paździerzowymi. Szary kolor płyt wskazuje na spory upływ czasu. Od wschodu budynek jest otoczony ogrodzeniem. To częściowo mur z resztkami zabezpieczeń w postaci tłuczonych butelek na krawędzi, a częściowo nadpalona miejscami płyta pleksi. Wejście zamyka metalowa, ładna brama. Budynek od tej strony to także zabite płytami lub nawet zamurowane okna. Obiekt chronią dwie tabliczki z napisem „Teren prywatny. Wstęp wzbroniony”.

Jedno dziecko, jedno drzewo

 Sadzenie drzew :: Fot: Magda Pater

Leśnicy nadleśnictwa Karnieszewice co roku spotykają się z mieszkańcami Koszalina, by wspólnie sadzić drzewa i krzewy w ramach projektu „Zielony Ślad”. W tym roku odbyła się 7. edycja akcji, której po raz pierwszy towarzyszyło przedsięwzięcie Lasów Państwowych „Jedno dziecko – jedno drzewo”.

W myśl idei „jedno dziecko, jedno drzewo” rodzice maluchów urodzonych w zeszłym roku zasadzili drzewa na granicy lasu i osiedla Bukowego. W ziemię wkopali też kapsułę czasu ze swoimi danymi, która ma zostać odkopana za 50 lat. – Pomysł wydaje się być bardzo fajny i mam nadzieję, że przyjmie się na dłużej – stwierdził Tadeusz Lewandowski, nadleśniczy Nadleśnictwa Karnieszewice i dodał: – Miło się patrzy, jak to, co posadziliśmy rośnie wraz z naszymi dziećmi.

Całoroczne kontra sezonowe

 Czy warto wymieniać opony? :: Fot: Magda Pater

Parę lat temu, kiedy sytuacja pogodowa na świecie była bardziej... stabilna obowiązywała niepisana zasada, że opony zimowe w samochodzie zakładamy po Uroczystości Wszystkich Świętych, a zmieniamy na letnie po Świętach Wielkiej Nocy. Nasz klimat serwował nam w tym okresie najpierw pierwsze przymrozki, potem pierwsze opady śniegu, zimę, a ostatnie przymrozki zapowiadały nadejście wiosny. Klimat zmienił się i poglądy na temat wymiany ogumienia w samochodach też.

Gumowy ambaras
Coraz częściej można natknąć się na publikacje sugerujące, że jazda przy użyciu jednego rodzaju opon przez cały rok ma sens, a „obowiązkowa” do tej pory wymiana to nabijanie kasy koncernom oponiarskim. Temat pogłębił się, kiedy na rynku pojawiły się opony nazywane wielosezonowymi, całorocznymi lub całosezonowymi. Kierowcy dyskutują na ten temat nieskończenie, wymiana prawnie nie jest nakazana, brak dostosowanych do panującej aury opon nie grozi karą.

Strona 10 z 1390

Oglądasz teraz: Start