Miasto - Tygodnik Koszaliński

Całun turyński – prawdziwe oblicze Jezusa?

 Fragment całunu turyńskiego :: Fot: Wikimedia

Przy okazji świąt wielkanocnych warto zastanowić się nad samym znaczeniem Zmartwychwstania Pańskiego. Nad jego symboliką, nadzieją, jaką ze sobą niesie. Warto też zwrócić nieco uwagi na „namacalne” ślady tamtych dni. Jednym z nich jest słynny całun turyński – płótno, w które owinięto ciało Jezusa Chrystusa po śmierci. Do dziś trwa zażarty bój między zwolennikami i przeciwnikami autentyczności całunu. Czy faktycznie przedstawia on odbicie ciała Zbawiciela?

Jezus skonał na krzyżu. Dobiegła kresu jego męka i osamotnienie, a bliscy mogli zrobić już tylko jedno – godnie go pochować. W tym celu przyjaciel Jezusa, Józef z Arymatei udał się do Piłata, by wydano mu zwłoki Zbawiciela, którego chciał pochować we własnym grobowcu. Po uzyskaniu zgody od Piłata, Józef skierował swe kroki prosto do pewnej bogobojnej niewiasty. Niewiasta ta handlowała wonnymi ziołami i drogimi olejkami. Lecz Józef z Arymatei poszedł jeszcze w jedno miejsce i kupił piękny, delikatny, bawełniany całun, na sześć łokci długi, a kilka łokci szeroki. Ten przedmiot to właśnie bohater naszej zagadki.

Bóg nie opuścił człowieka

 Biskup Edward Dajczak :: Fot: Magda Pater

Z powodu panującej pandemii koronawirusa bp Edward Dajczak, ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, nie spotkał się z mediami na przedświątecznej konferencji. Wielkanocne przesłanie do wszystkich wiernych skierował za pomocą internetu.

Duchowny podkreśla, że posyłając swego Syna na świat, Bóg zapewnił człowieka, że o nim pamięta. – W sytuacjach trudnych , w sytuacjach cierpienia Jezus nie tylko jest z człowiekiem, ale nawet bierze to cierpienie na siebie – zaznacza bp Edward Dajczak. – Nie ma takiej trudnej, bolesnej sytuacji, której Jezus by nie doświadczył: zdrada uczniów, zostawienie Go, nieludzkie tortury, fałszywe oskarżenia, samotność. On wziął na siebie nasze słabości. Nie możemy traktować obecnej pandemii jako bożego odwetu, jako karę. To jest niezgodne z Objawieniem.

Jak ochronić siebie i innych?

 Dbajmy o zdrowie! :: Fot: Magda Pater

O ile nie ma wątpliwości co do tego, że w walce z koronawirusem pomaga zachowanie wzmożonej higieny i dezynfekcja rąk, tak wciąż niepewność budzi zakładanie masek i rękawic, czyli oficjalnie zalecanych środków ochronnych.

W informacjach przedstawionych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) widnieją jasne wytyczne, że maseczki ochronne nie powinny być używane przez osoby zdrowe. Są przeznaczone dla osób chorych – aby nie rozprzestrzeniały choroby (nawet zwykłego kataru) oraz dla osób, które zajmują się chorymi – w celu ochrony przed bezpośrednim zagrożeniem. Zaleca się je także osobom, które podejrzewają u siebie możliwość zarażenia. Co więcej, WHO zaznacza, że maska nie ochroni przed infekcją, jeśli osoba, która z niej korzysta, zlekceważy inne działania profilaktyczne (m.in. mycie rąk, zachowanie odległości). Zalecenie wydaje się więc jasne. Jak jest natomiast z rękawiczkami? Tu zaleca się, aby nie tylko nosiły je osoby chore czy opiekujące się nimi, ale także osoby z uszkodzoną skórą dłoni, które wychodzą na zewnątrz. Co więc zrobić, gdy już stajemy przed koniecznością skorzystania z maski czy rękawiczek? Trzeba wiedzieć, nie tylko, jak je ściągnąć, ale także… jak założyć. A to wymaga od nas pewnych dodatkowych czynności, a nawet zasobów.

Zwierzęta a koronawirus

 Zwierzęta to też członkowie rodziny! :: Fot: Magda Pater

Wciąż wiele się mówi na temat związku zwierząt i koronawirusa SARS-CoV-2. W końcu COVID-19 miałby właśnie pochodzić od zwierząt, na co wskazują obecne dowody. Co zatem ze zwierzętami domowymi? Czy rzeczywiście jesteśmy bezpieczni i czy im nic nie zagraża?

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wciąż podaje, że nie ma żadnych oficjalnych przesłanek, jakoby nasi domowi podopieczni stanowili dla nas zagrożenie pod względem COVID-19. Ma to związek z tym, że zwierzęta te nie chorują na koronawirusa wywołującego tę chorobę. Należy zwrócić uwagę na to, że mowa tu przynajmniej o kotach i psach.

Czas izolacji, czyli o czym warto wiedzieć, aby zachować wewnętrzny spokój

 Elżbieta Walczak :: Fot: Monika Kuźmińska-Rojewska

Dla wielu z nas przymusowa izolacja od świata zewnętrznego jest źródłem stresu potęgowanego przez uczucie lęku i zagrożenia. Czujemy się sfrustrowani i osaczeni. Jak sobie radzić z tymi negatywnymi emocjami? Na to pytanie, a także na wiele innych z tą sytuacją związanych, odpowiada Elżbieta Walczak, psycholog, pedagog i psychoterapeuta.

Jak odnaleźć się w nowej sytuacji, która przeorganizowała życie nas wszystkich?
Odpowiedź nie jest łatwa. Może zacznę od zacytowania Oscara Wilde’a: „W tym świecie spotykają nas tylko dwie tragedie. Jedną jest nieotrzymanie tego, co się chce, a drugą otrzymanie tego, czego się nie chce”. Dziś mamy do czynienia z drugą opcją. Sytuacja, w której się znaleźliśmy, jest bardzo trudna. Jeszcze nie tak dawno nikt z nas nie przypuszczał, że w wyniku pandemii będziemy w domowej kwarantannie, odizolowani od świata, że wszystkie nasze wcześniejsze plany przestaną być ważne, a problemy, z którymi dotychczas się zmagaliśmy, przestaną w ogóle mieć jakiekolwiek znaczenie.

Modlitwa w domach, msze w mediach

 Kościół Ducha Świętego :: Fot: Magda Pater

Zbliżają się najważniejsze dla wszystkich chrześcijan święta Zmartwychwstania Pańskiego. Katolicy i protestanci obchodzić je będą 12 i 13 kwietnia, a prawosławni i grekokatolicy tydzień później. W tym roku ich obchody będą znacznie się różnić od dotychczasowych.

Poświęcenie palm w Niedzielę Palmową, rozpoczynającą Wielki Tydzień, a potem poświęcenie pokarmów w Wielką Sobotę to wydarzenia, które gromadzą w kościołach nawet tych, którzy na co dzień nie praktykują wiary. Dla nich to po prostu kolejna polska tradycja, którą chcą przekazać dzieciom i wnukom. W tym roku jednak wszyscy wierni świeccy muszą pozostać w domach, bo liturgie Triduum Paschalnego i Wielkiej Nocy księża będą sprawować bez ich udziału. Msza św. Krzyżma, sprawowana w katedrach w Wielki Czwartek rano, została przeniesiona na inny termin.

Wszyscy pomagamy szpitalowi, czyli sobie

 Szpital Wojewódzki w Koszalinie :: Fot: Magda Pater

Szpital i pracownicy służby zdrowia – to na nich teraz patrzymy najczęściej, to od nich zależy w dużym stopniu pokonanie pandemii. I to tam pracują najciężej ludzie, którzy jednocześnie są najbardziej narażeni na zakażenie wirusem. Od tego, jakie warunki tej pracy się im stworzy, zależy ich skuteczność i ich osobiste bezpieczeństwo.

Jak to wygląda w naszym koszalińskim Szpitalu Wojewódzkim? Wygląda nie najgorzej. – Oczywiście, sprzętu ochrony nigdy za wiele – mówi Cezary Sołowij, rzecznik szpitala. – Na obecną sytuację szpital jest dobrze zaopatrzony. Na bieżące potrzeby jest, choć wiadomo – to wszystko jest szybko zużywane.

To są po prostu nasze dzieci

 Rodzinalia :: Fot: Archiwum PCPR

Wychowanie dzieci nie jest łatwe. To trudna, bardzo odpowiedzialna praca. Jednak są osoby, które nie boją się jej i biorą pod swój dach obce dzieci. Mimo że są rodziną zastępczą, to ich miłość i troska wobec podopiecznych są naturalne.

W powiecie koszalińskim mamy obecnie 78 rodzin zastępczych, w tym pięć rodzinnych domów dziecka. We wszystkich tych rodzinach przebywa łącznie 138 dzieci. Chociaż rodzin zastępczych nie brakuje, to jednak Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, organizator pieczy zastępczej w naszym regionie, wciąż prosi o zgłaszanie się tych, którzy chcieliby dać dzieciom prawdziwy dom. – Marzy mi się sytuacja, w której dopasowujemy rodzinę zastępczą do danego dziecka, bo przecież każde dziecko jest inne, po innych przejściach – wyjaśnia Mirosława Zielony, dyrektor PCPR w Koszalinie. – Rodzinę zastępczą może stworzyć rodzina, która ma dzieci biologiczne, ale także osoba samotna. Ważne jest to, aby kandydat miał dużo empatii i… normalny, zwykły dom.

Lazar – odnaleziony pies

 Lazar z właścicielką :: Fot: TOZ

To historia jak z filmu, i to z wyciskacza łez, bo bohaterem jest… pies. Konkretnie cocker spaniel o imieniu Lazar. W historii swój udział ma też syn właścicieli oraz – jak na dobry scenariusz przystało – zły bohater. Ale od początku…

Ponad dwa lata temu w rodzinie pani Małgorzaty doszło do nieszczęścia. Kiedy rano syn wyszedł na przystanek autobusowy, za nim, przez nikogo niezauważony, wymknął się Lazar. Wszystko to działo się w Niekłonicach. Syn poszedł na autobus i dopiero z okna zauważył biegnącego za pojazdem psa.  Zadzwonił do mnie, od razu zaczęliśmy go szukać – opowiada pani Małgorzata.  Początkowo bez paniki, bo zdarzały mu się ucieczki. Spaniele to specyficzne psy, potrafią chodzić swoimi drogami. Myśleliśmy, że szybko wróci do domu – mówi właścicielka.  Po paru godzinach zaczęliśmy się denerwować, a po dwóch dniach zamieściłam w mediach społecznościowych ogłoszenie o jego zaginięciu.

Strona 6 z 1408

Oglądasz teraz: Start